środa, 15 czerwca 2011

Tuning

Ponad rok temu trafiłam w bibliotece na zbiór opowiadań ks. Twardowskiego dla dzieci ilustrowany zdjęciami pacynek autorstwa Hanny Kośmickiej. Jak już kiedyś wspominałam, nie jestem fanką jego twórczości dla najmłodszych. Ale laleczki mnie zahipnotyzowały, zwłaszcza postać, jak się później okazało, o nazwie handlowej: "Dziewczyna w swetrze". Małe googlnięcie i już dwie były moje. Niby synka na urodziny.

W książce pacynki odgrywają z rozbrajająco ludzką naturalnością przeróżne sceny. Poprosiłam o wykonanie specjalnie dla mnie kopii Murzynki. Okazała się idealna. Natomiast dziewczyna w swetrze, na którą najintensywniej czekałam, moje alter ego, muza i obsesja, przyjechała w stroju, którego nie mogłam zaakceptować. Miała sweter "konon" z lumpeksu z lat 80-tych i elastyczne, powycierane dżinsy, również z epoki. I jedynym moim skojarzeniem było, że w związku z tym właśnie skończyła myć kibel.

Pomiędzy mną a Autorką lal nawiązała się korespondencja i muszę przyznać jej rację - sama wybrałam Dziewczynę na podstawie foty (Pani Hanna obfociła dla mnie komórką wszystkie lale ze swojej gdańskiej pracowni). A książeczka Twardowskiego nie jest katalogiem jej firmy. W książce lale mają dłonie, w katalogu nie. Murzynka miała je więc, ale druga, zgodnie ze zdjęciem na stronie sklepu, NIE. I to wszystko prawda i moja nieuwaga. Niemniej nie spodziewałam się aż takiej rozbieżności z oczekiwaniami.

Głowa Dziewczyny była jednak przecudna i nie zdecydowałam się na zwrot. Machnęłam tuning, kilka jego wersji. Zostało ostatecznie tak, jak widać na sesji w piekarni:)








Synek zachwycił się lalami. Do dziś traktuje je w pewnym sensie jak autonomiczne istoty, nazywa "dziewczynkami", rozmawia z nimi, opowiada im o planowanych psotach nie zważając na moją, siłą rzeczy, obecność. Ja trochę też się bawię, jak młodzi już śpią. Czasami, wiadomo. I bardzo gorąco polecam prace Pani Hanny.