Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handmade. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handmade. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 grudnia 2008

Warkocz z sześciu sznureczków

Zrobiłam! Jest to zatem możliwe.

Dokładne instrukcje są np. tu, pod wiele obiecującym tytułem "Easier than it looks"... Pomaga w tym mówienie do siebie w kółko: "brzegowy do środka, drugi na brzeg". I jestem teraz dumną posiadaczką tej dziwnej, nieco zapomnianej umiejętności.


Robienie chałki może zastąpić siłownię, zwłaszcza takim miłośnikom sportu jak ja:) Trzeba ugniatać ciasto najkrócej 15 min., ja robiłam to ciut dłużej, bo popadłam w zadumę... czuje się potem mięśnie rąk, całkiem konkretnie.

Podobno Helena Rubinstein, ta od kosmetyków, wykonywała sobie (sama!!) takie coś na głowie, szokując nieznaną fryzurą. To zdecydowanie kolejny stopień wtajemniczenia.

środa, 17 grudnia 2008

Klucz do piwnicy


***

Od Yovi, której eleganckie, proste i pełne optymizmu prace podpatruję od bardzo dawna.
Dziękuję!
Wyróżnienie odsyłam nadawczyni. Uzasadniać nie trzeba, wystarczy kliknięcie do Yovi...

środa, 10 grudnia 2008

Chórek gospel

...do poukładania na choince, na stole wigilijnym, gdzieś w mieszkaniu. Sześć czarnoskórych dziewczyn, każda ma inną fryzurę, inną sukienkę, każda jest indywidualistką. Mają skrzydełka, bo są aniołkami, ale nie mają zawieszek. Myślę, że spokojnie mogą zostać w mieszkaniu i po Świętach.
Muzyka gospel raczej do mnie nie przemawia, ew. niektóre kawałki, za to moja babcia uwielbia. Chodzi na koncerty:)


Solistka:

Psiapsióły:


Po próbie:

- Wychodzę na scenę!


PS.
Przypominam o KONKURSIE!!!! Nagroda się robi...

czwartek, 20 listopada 2008

Sen zimowy




Warto pamiętać, że Tove Jansson pisała nie tylko dla dzieci i stworzyła inne książki, nie tylko Muminki.

"Lód był czarny, a na lodzie zobaczyła otwarte drzwiczki pieca i ogień, który płonął, dwoje drzwiczek od pieca tuż obok przy sobie. (...) Położyła się do łóżka i patrzyła na ogień tańczący na suficie, a tymczasem wyspa podeszła do chaty. Podchodziła coraz bliżej. Spały na nadbrzeżnej łące z płatami śniegu na kołdrze, a pod nimi ciemniał lód, który zaczął się powolutku rozsuwać, otworzyła się w podłodze rynna dla statków i wszystkie pakunki babki i wnuczki wypłynęły na księżycową ścieżkę. Każda walizka była otwarta i pełna ciemności i mchu i nigdy już do nich nie wróciła.
Sophia wyciągnęła rękę i pociągnęła babkę za warkocz, bardzo delikatnie. Babka zbudziła się natychmiast.
- Babciu - szepnęła Spohia. -Widziałam w oknie dwa piece. Dlaczego są dwa piece, a nie jeden?
Babka zastanowiła się i odparła:
- Dlatego, że mamy podwójne okno. - Jesteś pewna, że drzwi są zamknięte? - zapytała Sophia po chwili.
- Są otwarte - odpowiedziała jej babka. - Zawsze są otwarte, możesz spać spokojnie.
Sophia otuliła sie kołdrą. Pozwoliła całej wyspie spłynąć na lód i dalej aż do horyzontu. Nim zdążyła zasnąć, wstał tata i dołożył drzewa do pieca."

Tove Jansson, "Lato". Tłum. Zygmunt Łanowski.

(Słoiki po pewnej musztardzie, która jeszcze wystąpi, obwlekłam koronką. Koralików mam sporo z wyprzedaży, porobiłam roślinki i początkowo posadziłam lasek wewnątrz słoika, w masie solnej otaczającej tealight'a. Nie był to dobry pomysł, przesadziłam je więc na zewnątrz. Zainspirowały mnie takie badyle, co czasem sterczą ze śniegu i są jak rysunek precyzyjną, czarną kreską na białym papierze. Choć to tylko stelaże dawnych roślin, są nadal piękne.
Pozdrawiam jak najcieplej!)

niedziela, 16 listopada 2008

Choinka BHP

W tym roku chcę mieć dekoracje świąteczne, wręcz choinkę, i jak tu je zrobić żeby nie było bombek ze szkła i sypiących się igieł i żeby nie można było ściągnąć całości jednym ruchem na ziemię? Na razie mam takie coś:






Gorzej z wykombinowaniem wianka adwentowego,który miałby te wszystkie właściwości i jeszcze się nie zjarał i wszystkiego dookoła. No myślę nad tym na przystankach.

wtorek, 28 października 2008

Woreczki ratują mi kuchnię

Takie uszyłam dwa woreczki. Dwie kategorie drobiazgów mieszkają tam i nie leżą już wszędzie. Jaka ulga... naprawdę.

Jeden całkiem zwykły, u dołu brązowa koronka, drugi ma na dole powtarzający się motyw:


Oba z ikeowskiej narzuty Indira; w akcji nie pokazuję, bo cóż - woreczki jak woreczki... :)



poniedziałek, 20 października 2008

Biżuteria na już


Takie trójkoralikowe kolczyki zrobiłam w 10 min. Drucik jest fajny, bo kolorowy. Takie je sobie wyobraziłam i takie wyszły, co bardzo mnie cieszy.
No to od razu bransoletkę, skoro tak sprawnie poszło (15 min).
Inspiracją było wbrew pozorom nie morze i literatura skandynawska pełna prostoty bla bla bla, tylko fakt, że nie miałam w co się ubrać do czarnego golfu.
Machnęłam i polecę w tym zaraz do pracy.
Naprawdę gorąco namawiam wszystkich do kombinowania stroju lub jego części we własnym zakresie, o ile się oczywiście da. To JEST - czasami, owszem - ale jednak na ogół:) - rozbrajająco proste.


wtorek, 14 października 2008

Prototyp

Mam ochotę poprzytruwać trochę o prototypie.

PROTOTYP to coś, co osobiście bardzo lubię, pokraczne i nie takie, jakie było w zamierzeniu. Można popatrzeć na niego i już się wie, co zrobić inaczej następnym razem, jeśli taki przewidujemy. JAK inaczej. I można wykonać drugi podobny, udoskonalony, o co chyba w dłubaniu m. in. chodzi, a można się pośmiać nad swoim zadufaniem i swoją motyką na słońce, co bardzo fajnie uczy dystansu. Nie dorosłam tylko do tego, by pokraczkę-prototyp wywalić...

A tu była taka sytuacja: dzieciak bawił się mąką, zrobiło mi sie jej szkoda i dolałam wody. Potem co tu zrobić z ciastem (też szkoda - wiem, jestem stuknięta). Miałam torebkę suchej lawendy z ogródka, obkruszyłam z gałązek kwiatki i zagniotłam. Docelowo miały to być malutkie zawieszki, lubię, jak przy kokardzie prezentu coś dynda i mam trochę naprodukowanych takich rzeczy w razie czego. A skoro moda na lawendę, serduszka, białą farbę... jest pewna szansa, że się komuś spodoba jako dodatek do opakowania.

No wyszło tak:



Kolor po wyschnięciu nie za bardzo, więc próby ratowania białą farbą:



Daje radę. Pachnie dość konkretnie lawendą. Na przyszłość można zrobić coś podobnego z gotową masą plastyczną lub solną...
Pozdrawiam:)

czwartek, 9 października 2008

Pewna uszminkowana dredziara

...i ja myślimy o Bożym Narodzeniu
(A tu jeszcze w papilotach i bez makijażu)

niedziela, 28 września 2008

Pot pourri 2

Parę postów wcześniej pokazałam niebiesko-czarne pot pourri, teraz zrobiłam takie (przymulony róż). Wiedziałam, że na jednym się nie skończy... Służyć ma to do popsikania perfumami czy czym tam kto sobie życzy i umieszczeniu w szafie, łazience, samochodzie, wśród bielizny itp. W zestawie jest 6.



piątek, 29 sierpnia 2008

It's a girl!

Niebywała kariera okrzyku anglojęzycznej (czemu??) akuszerki na pocztówkach, życzeniach etc. jest o tyle niezrozumiała, że dzisiaj większość rodziców wie dużo wcześniej, jakiej płci będzie dziecko. No nic.
Przyjaciołom urodziła się właśnie dziewczynka, wygląda na to, że będzie co najmniej trójjęzyczna, będzie miała kota, ciocię Sarcię i w ogóle. Strasznie ją kocham, chociaż nie znam osobiście, bo mieszka trochę daleko... jestem jej bardzo, bardzo ciekawa.

Oczywiście postanowiłam machnąć albumik, ale z takimi ambitnymi założeniami:
  1. zero różu
  2. zero kwiatków
Tak się wywiązałam:)










Tektura z Biedronki (zabezpieczająca talerzyki), sianko podkradzione królikom, rozbrojone dwie sztucze różyczki po nocy w esencji herb., brązowa bibułka, mewy wydarte z katalogu duńskiej ciuchowej firmy, brązowy - w dwóch odcieniach! - papier z torebek, w które pakuje zakupy moja ulubiona wrocławska firma AlmiDecor. Ulubiona z pewnym sporym "ale", niemniej pakują tak, że wszyściutko ulega kraftowemu recyclingowi, a są to materiały przedniej jakości:)

Album jest 8x7 cm., na zdjęcia 3x4 cm.

Przynajmniej wiem, że zostanie zaakceptowany. Pewnie spotkałyście (-liście) się z tym, że obdarowany nie jest szczęśliwy z handmejdowego upominku. Niektórzy uważają je za "śmieciuchy" i posądzają tfórcę o skąpstwo (przy cenach fachowych produktów chyba bezpodstawnie), a inni uznają tylko takie prezenciki, sklepowe to jakoby pójście na łatwiznę. Ja tam się cieszę z handmejdu, bo: 1) nie każdemu jednak się go wręcza, świadczy to o pewnej bliskości (chyba) i 2) doceniam bardzo, że ktoś poświęcił swój czas, a przede wszystkim pomysł, czyli odprysk swojej osobowości. I sklepowe też lubię...:) Nawet gdy wszyscy mają takie samo coś... I czekoladę... i buty... i rajtki... dobra już kończę...

wtorek, 19 sierpnia 2008

Drugie oblicze stylu vintage

Oglądając skandynawskie blogi wnętrzniarskie jestem coraz dalej od powszechnych nimi zachwytów. Jakoś tak głupio, jak Skandynawki nie-Dunki naśladują Dunki, a te - Francuzki z Prowansji. I dziwnie wygląda kopia prowansalskiego stylu w mroźnej Północy - rozumiem jednakże, że ktoś chciałby taki dom mieć i cóż, że jest sam ze Szwecji. To jeszcze jednak pikuś.

Często gromadzenie starych przedmiotów przybiera dziwne rozmiary, trzeba mieć naprawdę ogromny dom (OK, mają), ale i on w pewnym momencie staje się przeładowany i zaprzecza sam sobie (że niby staroświecka prostota). Świetnie oddaje to tytuł przesympatycznego, autoironicznego postu: "Kto ma więcej przedmiotów w chwili śmierci, wygrywa!" (wrzucę linka, jak tylko go dorwe znowu!).

Ale najbardziej powala mnie coraz częstsze niszczenie przedmiotów: zmasakrowane białą farbą zabytki, tutki zapachowe zrobione z kart starych kościelnych śpiewników... z komentarzem, że to jakaś stara książka z pchlego targu...To ostatnie może najbardziej mnie porusza, bo sama zbieram śpiewniki.

Do tego dochodzą sprawy znane i z naszego podwórka - abstrakcyjne ceny postarzanych przedmiotów, złachanych na "przedwojenne" misiów... prostych, drewnianych klocków, do któych wykonania nie potrzeba szczególnie dużego wkładu czegokolwiek... i innych zabawek przypominających stare, np. głupiego bączka.

Żeby nie było, lubię starocie i jestem może nawet za maniakalnie zafascynowana związkami z przeszłością. Białą farbę też lubię, na meblach, bo się wtedy nie narzucają, a taka jest w końcu ich rola; na innych przedmiotach, bo pasują wtedy do wszystkiego. Ale przesada we wszystkim chyba na dobre nie wychodzi. Obserwacje, ile pięknych rzeczy poległo, bo były nie dość "shabby", polecam wnikliwym czytelniczkom Skandynawek. Ile pieniędzy zostało wydane na coś, co udaje jakieś, a mogłoby kosztować o 2/3 mniej - chyba każda z nas wie...:)

No jednym słowem odkryłam i na wzorcowej dla wielu Północy drugie oblicze sielskiego vintage. Bezmyślne, niszczycielskie, często sztampowe.

I myślę sobie ostatnio, że tysiące domów będą wyglądały potem tak samo. I że jak będę miała własny, duży domek (he, he, he), to będą w nim oczywiście starocie, ale przemieszane z nowoczesnymi sprzętami i mające funkcje praktyczne. Coś podobnego widziałam nawet w realu, w domu dziadków mojego przyjaciela - obok badziej niż nowoczesnych urządzeń szafa (ich własnej pra pra...) z XVII wieku, w niej normalne ciuchy. Między talerzami z Ikei plączą się jakieś przedwojenne. Schody skrzypią, cholernie na nich zimno, dociera się nimi do pokoju z super nowoczesnym ogrzewaniem. No fajnie było... (Gratuluję serdecznie tym, którzy się tu doczytali.)

By odreazgować, zrobiłam se takie coś:
Po namaczaniu przez noc w esencji herbacianej obleśnych, ślubnych różyczek o bilącej po oczach bieli...

Zrobiłam pudełeczko... wiem, że poplamione... to nic, bo to raczej taki wygłup...

... które z góry wygląda tak:

Jak ma zawsze i wszędzie trącić myszką, to czemu nie?
A teraz mini-konkurs z mini-kraftową nagrodą: co jest w pudełku? Podpowiedź: Napis nie wprowadza w błąd. Jest to jeden przedmiot należący do mężczyzny. Mógłby spokojnie należeć do kobiety, ale tak się zdarza dużo, dużo rzadziej. Jak nie jest w pudełku, to straszy gości, którzy nie wiedzą, co to jest. :) Bardziej zaciemnić nie mogłam;) Przyznaję, zadanie jest trudne...:)

sobota, 2 sierpnia 2008

Pot pourri

Pod wrażeniem nie tylko ponadprzeciętnie twórczych, ale i bardzo przedsiębiorczych dziewczyn z niemieckiej grupy Herzensart (patrz: zakładki), które budują całe małe przytulankowe światy, naprodukowałam takie coś:
Inspired by girls from Herzensart team who create small softy worlds I've made this:


A służyć ma to niby do tego, że się popsika kwiatki ulubionymi perfumami czy olejkiem czy czymś tam jeszcze i powkłada np. między ciuchy, tak jak woreczki zapachowe i inne takie. Albo do łazienki. Jak się zapach znudzi, liczę na to, że można chyba wrzucić do pralki, bo wypchałam sztuczną wełną.
Perfumed flowers can be put into the wardrobe or bathroom or anywhere else. I hope when I get bored with the fragrance they can be machine washed (there is artificial wool inside).

Oczywiście mam już pomysły na inne kwiatuchy...