sobota, 8 listopada 2008

Nowe czapeczki na słoiki

Słoiki nadal rosną, pomysły na nie przychodzą seriami.
Chciałam spróbować aplikacji.
Powstała mini seria "Kotki" - jakość zdjęć zwalam na światło, może coś tam da się zobaczyć jednak.
Ta plątanina to oczywiście wycięty fragment wielkiego kłębu, który był w odmętach pudełka na robótki, powstał sobie tylko wiadomym sposobem z takich małych chińskich niteczek.

Podobają mi się, bo są bardzo optymistyczne, ożywiły składzik na przetwory swoimi bezsensownymi kolorami!






Na koniec coś spokojnego:



15 komentarzy:

globalistka pisze...

Słodziutkie :)

rudlis pisze...

Świetny pomysł na taką dekorację słoiczków! Bardzo mi się podobają. No i podziwiam Twoje szerokie umiejętności...nie szydełkuję, nie robię na drutach i niewiele haftuję..może i szkoda!

joanna.ka pisze...

Ależ te kotki rozrabiają ;)
Piękne!
Czy będzie coś jeszcze z serii czapeczek? Czy starczy słoiczków ;))?

Luna77 pisze...

Śliczne, najbardziej mojej córce podobają się te kotkami :), a mi wszystkie. Pozdrawiam!

Królewna pisze...

Szafirki górą!

Sara pisze...

Tak! To miały być szafirki!!!! Mi się też najbardziej podobają jako najbardziej klasyczne, ale kotki to to co mi w duszy grało! Te kółeczka na słoiki są jakieś terapeutyczne! W przygotowaniu kolejna, dwu-póki-co-częściowa seria; miłośników Freuda serdecznie zapraszam:>

Dziękuję wszystkim za ciepłe przyjęcie dzieł;
Luna77: to naprawdę zaszczyt zaimponować czymś dziecku, serdecznie pozdrawiam małą kociarę;

Rudlis: no ja też myślę, że szkoda, bo Twoje umiejętności origami na pewno by się przydały i stworzyłabyś coś kompletnie nowego i swojego - może pora spróbować?..;) Nurtuje mnie pytanie, czy uciekałaś z ZPT...

Joanna.ka: oj czego jak czego, ale słoiczków na pewno nie:)
Życzę wszystkim udanego tygodnia, macham:)

rudlis pisze...

Sara, ja nie uciekałam z ZPT ale jak pamiętam to gotowałyśmy, majstrowałyśmy jakieś domki dla lalek i szyłyśmy na maszynach fartuszki. Nie mogę sobie przypomnieć, aby były zajecia z haftu czy robótek ręcznych (druty, szydełko). Podrawiam i podziwiam:)

Sara pisze...

Ja też pozdrawiam i się rumienię.

Haftować i szydełkować nauczyła mnie mama, a na ZPT też robiliśmy (-łyśmy właściwie, bo lekcje były głupio dzielone) same dziwaczne, niepotrzebne rzeczy. Ale teoretycznie czasem coś tam się dziergało, próbowałam to robić sama, choć nie obyło się bez ratowania przez mamę czy ciocię. Chłopcy mieli ciekawsze zajęcia, a maszyny do szycia, jak piszesz - mogłyśmy tylko pomarzyć. Całe życie myślałam, że to tylko u nas wyglądało tak beznadziejnie...:)

Królewna pisze...

Hm, to u nas chłopcy musieli z nami dziergać i makramę robić...

Sara pisze...

A czy dziewczynki piłowały potem z nimi dechy itp.?

Królewna pisze...

Nie, bo oni tego nawet nie robili. Musieliśmy potem jednak wszyscy robić takie świeczniki z metalu różnego... Ja zrboiłam z pociętej puszki.

Sara pisze...

Chłopcom przydadzą się umiejętności dziergania i szycia (np. naprawianie ciuchów, zaimponowanie dziewczynie - hm, może takiej niszowej;), dziewczynki też mogłyby umieć zbić domek dla ptaszków czy coś... Podobają mi się zetpety w Skandynawii, są na b. wysokim poziomie i wszyscy robią wszystko. Jeden z byłych królów Szwecji lubił haftować, jak znajdę to zdjęcie, wkleję! Jest słodkie (w galowym mundurze z tamborkiem).

Luna77 pisze...

To jeszcze raz ja :)
Zapraszam na mój blog, mam dla Ciebie niespodziankę :)

Królewna pisze...

Sara - to musi byc piękny widok ;) Ja nie mam nic przeciwko podziałowi ról - dziewczynki szyją, chłopcy piłują. Mogą też robić na odrót, jeżeli chcą, ale zmuszać to niekoniecznie...
A co do skandynawskiego kraju na Sz. to jadę za dwa tygodnie :D

Sara pisze...

Królewno - nie sądzę, by w kraju na Sz ktoś kogoś do zetpetów zwanych sloejd (przez o z kropkami a nie oe, tylko nie mam na razie) zmuszał. Chyba jakby chcą. Jest to modne, i moim zdaniem jest to dobra moda (rzadkie zjawisko).

Co do zmuszania jako takiego - jestem zdecydowanie przeciwniczką; jak mawiała Pippi: nikogo nie zmuszam do niczego. Z drugiej jednak strony... chciałoby się zmusić początkujące maczo do przyszycia guzika lub wyjęcia z półki garnka, czy też lalunię w różach i tipsach w wieku lat siedmiu do potrzymania przez chwilę młotka... Ale ale... jednak myślę sobie, że zmuszać to nie... ale poinformować o konsekwencjach: będziesz skazany na matkę/żonę/kochankę przy najprostszych czynnościach... będziesz czekała na chłopaka w deszczu i wichrze, by ci zmienił koło od roweru... I tak zostawić. Niech wybierają.

Przepraszam za przydługie dewagacje...