poniedziałek, 9 listopada 2009

Filc plus haft





Jakoś zaczęły mi się wpychać w głowę ptaki i ich pióra, morze, wydmy, a jeśli chodzi o tworzywo - własnoręcznie ufilcowany filc, płótno, jedwab, glina.


Pewnej bezsennej nocy powstawały seryjnie okrycia na komórki wg przepisu Eight, tyle że absolutnie nie udało mi się uzyskać klapki. Klapka nie jest mi do niczego potrzebna, a pokrowiec spełnia w moim przypadku rolę opatrunku na zdezelowaną komórę - by się nie rozsypała. Sobie zostawiłam 2, a sporą nadwyżkę (na początek to coś tu pokazane) puszczam w świat na Bazarku Handmade... To mój debiut tam:)
.

poniedziałek, 26 października 2009

Kolczyki zimowe i makowe

Realizuję potrzebę posiadania duuuużych naprawdę kolczyków. Nadal oczywiście filc jako nowość. Ukręciłam dwa niby takie same dredy, poprzez ułożenie sobie najpierw dwóch możliwie takich samych "ścieżek" z czesaki.


Poprzypinałam w kształt, jaki chciałam mieć, ale się okazało...

...że fajnie to wygląda, ale uniemożliwia prawie szycie. I że wystarczą 4 szpilki do pomagania sobie na rogach tego niby kwadratu. Jak dred jest jeszcze trochę mokrawy, zrobienie "kwadratu" idzie łatwiej.

Zawieszkę zrobiłam z czegoś bardzo dziwnego, mianowicie z fragmentu koronki, którą kiedyś chciałam odbić na papierze i pomalowałam po to białą farbą akrylową. Nie udało się to, ale został mi kawałek usztywnionej koronki, i teraz wycinek się przydał.

Zielonkawy drucik przymocowany jest do filcu przejrzystą, nylonową nitką, którą bardzo sobie cenię, choć się skręca jak cholera, a miejsca przychwycenia spełniają jednocześnie rolę stoperów dla koralików. Czyli drut jest przyszyty po jednej i drugiej stronie każdego koralika.


Makowe wyszły tak:

Uszko do zawieszenia to obdziergane igłą kółeczko:

Z drugiej strony jest podpisane, by nie było wątpliwości co to jest i by coś czerwonego się majtało, gdy kolczyki się przekręcą - bo się przecież trochę przekręcają i nie chciałam, by było widać tylko czarny placek podszycia:

wtorek, 20 października 2009

Przyszły merynosy

...zakupione niedawno na aukcji charytatywnej dla chorego na autyzm Grześka. Trzeba zorganizować forsę na jego rehabilitację, a jedną z form organizowania może być nabycie taniutkiego zestawu czesanki z merynosów (takie owce;) do filcowania.

Nie zabierałam się do tej pory za filcowanie, ale po apelu mamy Grzesia coś mnie tknęło. I chciałam wszystkich wahających się zachęcić - JAK BYM WIEDZIAŁA, ŻE TO TAKIE PROSTE, to pewnie pofilcowałabym sobie wcześniej.

A więc tak, można na sucho albo na mokro. Na sucho wymaga specjalnych igieł, ja ich nie mam, więc po przejrzeniu paru stronek www o tym, jak na mokro, zaczęłam kręcić najprostszą rzecz: KULKĘ... i powstawały kulki... kulki... kulki... kulki... kulki... kulki...

Jest to bardzo terapeutyczne zajęcie i chyba lepsze niż ściskanie antystresowej piłeczki, praktykowane w niektórych firmach, bo przynajmniej coś się po tym odstresowywaniu ma.

Inną najprostszą rzeczą do turlania w dłoniach są dredy. Opanowałam dzięki nim chaos w kluczach.

Następnie porwałam się na płaszczyznę i na stolnicy do ciasta, z niewielką pomocą woreczka foliowego - żaden tam specjalny sprzęt - zrobiłam czerwony placek, z którego powstał breloczek do tych kluczy - mini worek. Akurat mieszczą się w nim bilety MPK.

...Potem druga bransoletka do kompletu, z pozszywanych dredów:

Jest to świetne zajęcie dla osób mających wyrzuty sumienia, że oglądają bezczynnie film; można kręcić w samochodzie, w małych, oczekujących przerwach podczas codziennych czynności, itp.
Można mimochodem w ciągu dnia w małych fragmentach czasu ukręcić i nawlec np. takie bransoletki, i pod koniec dnia je MIEĆ.

GORĄCO polecam! Rozumiem, że tym pracom wiele brakuje i że są znacznie wyższe szkoły jazdy filcowej, ale taka jakość mnie satysfakcjonuje, efekt pojawia się dość szybko, i skoro można mieć np. takie trzy rzeczy przy pierwszym razie, to naprawdę fajna sprawa. Zamierzam kombinować dalej. Jak również korzystać z pomagającego innym sklepu!

Dostałam wyróżnienie

Od Ani dostałam wyróżnienie w bliżej mi nieznanym, ale gorąco brzmiącym języku:

...i jestem mocno ukontentowana uzasadnieniem:
"...do ulubionego mulę róż za papier toaletowy w roli głównej"

PAPIER TOALETOWY JESZCZE POWRÓCI!!!!!! Bardzo dziękuję, Aniu, za Twoją uwagę i czas, który najwyraźniej masz niekiedy na zerkanie na moją dłubaninę! Pozdrawiam Cię jak najcieplej! :***

wtorek, 29 września 2009

Agresywne eko

Spontanicznie powstało takie pudełko po zapałkach; jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona (jak by to głupio nie brzmiało w porównaniu z poniższym widokiem) z efektu gazetowej, "lustrzanej" bazy! Naklejałam wydarte paseczki gazety interesującą mnie stroną do kleju i po chwili odrywałam, i to wszystko. Tylko trzeba było wyczaić moment, gdy klej był jeszcze trochę mokry, ale już trzymał.

Mam teorię, dlaczego gapienie się na "lustrzankę" sprawia mi taką przyjemność. Otóż być może dlatego, że umysł odbiera to jako literki, ale nie stara się czytać i się nie męczy.


To, co wystaje nad pudełkiem na zdjęciu poniżej to płatek ze sztucznego kwiatka pierwotnie niebieskiego, obklejony papierem toaletowym i pociągnięty na biało farbą akrylową. Nadal eksperymentuję sobie z papierem WC, takim najzwyklejszym, szarym. Fajna fakturka:)


Natomiast to, co wystaje nad pudełkiem na TYM zdjęciu, to lampka choinkowa z łańcucha, którego kabelki pogryzły króliki. Naprodukowały mi tym samym sporo elementów do kolażów. Lampka oświetla gniazdo bezczelnego ptaka o imieniu Eko:


...który brzydko mówi:

Koncepcja ptaka była inna, tutki z papieru do niszczarki miały stanowić tylko stelaż obwinięty papierem toaletowym:), ptak miał być gruby, a wydźwięk całej pracy zupełnie inny... Ale jak zobaczyłam, że literki na nim układają się w napis "eko", skapitulowałam. Brzydki napis to litery uzyskane z paczki pocztowej i rozbrojonego kalkulatora.

Cdn.;)

niedziela, 27 września 2009

Biały Jeleń w akcji

Przebojem dzisiejszego posta jest mydło Biały Jeleń, które bardzo lubię za brak dyrdymałów - mydło to ma być po prostu mydło (byle delikatne). Zainspirowałam się mocno wątkiem kosmetyki naturalnej na blogu Svei i zadziałałam tak:


Jeleń trze się łatwo, szybko i przyjemnie, potarty wygląda zachęcająco

Wprowadziłam pewną zmianę do przepisu Svei - ona potartego na grubej tarce Jelenia topiła w kąpieli wodnej, zaznaczyła też, że to strasznie długo trwa. Ja dodawałam do strużyn wrzątku i babrałam to widelcem. Absolutnie nie miałam nastroju na siedzenie w kuchni i mieszanie, chciałam się dobrze bawić, mieć efekt natychmiast! I w ogóle byłam bardzo 'results oriented'.

Pozostały kawałeczki Jelenia wielkości płatków owsianych, ale nie przeszkadzało mi to. Jakby przelecieć to jeszcze blenderem, byłoby homogeniczniej, ale mi się nie chciało. Taka ciapa była bazą do dalszych wyczynów.

Najpierw zrobiłam cynamon + kardamon. Jeden Biały Jeleń, wlałam do niego może 1/4 szklanki wrzątku i hojnie cynamonu (ponad pół sklepowej torebki), i równie konkretnie kardamonu, którego mam sporo. Wymieszałam widelcem. Zaczęły się pojawiać gluty, jak to przy cynamonie, co można zaobserwować robiąc grzańca. Ale nic, mieszałam dalej i zaraz zaczęło b. korzystnie zastygać. Pięknie dało się zapakować w foremki - ładowałam masę do gumowych foremek do lodu, aby było łatwiej wycisnąć niż ze sztywnych. Reszty starczyło na dwie kule, dały się łatwo ulepić i schły w łapkach. Super.

Zachęcona tak łatwym sukcesem wymyśliłam większego hardcora - rumianek z miodem i płatkami owsianymi. Rozcięłam może z 5 torebek aptecznego rumianku i zalałam jak najmniejszą ilością wrzątku. Jak się zaparzyło, chlup do kolejnego Białego Jelenia, przechyliłam ze słoika miodu -wleciały ze trzy, cztery łyżki , potem wszystko widelcem i płatki owsiane. Po chwili dolałam niestety za dużo wody i powstała ciapa, która poszła w foremki, ale lepić z reszty można było dopiero następnego dnia rano... Co jakiś czas sobie zamieszałam w opornie tężejącej ciapie.


Oczywiście zaletą wariantu Svei jest to, że przy topieniu temperaturą nie potrzebujemy dodawać wody, która potem musi wyparować i nie wiadomo, jak to zrobi. Może zrobić to jak ze zbyt szybko suszonej gliny - zostawić szpary i mydło popęka. Tak zrobiły moje kardamonowe kule.

Potem były inne próby, np. malina plus lipa(torebki Herbapolu), kawa... ale wyszło coś okropnego... Musiałam wywalić... Zostały mi dwie opisane wyżej kombinacje. Pachną głównie Jeleniem, choć z czasem nabierają zapachu innych składników.



Morał z tej historii jest taki: SŁUCHAĆ SVEI!!!!!! Jak coś będziecie wg jej przepisów robić, trzeba wykonywać punkt po punkcie i już!!!!!!
...Wypróbowałam też maseczkę miodowo-owsianą wg jej propozycji - jest rewelacyjna. Z obolałej i przemęczonej gęby zrobiła mi po jednym zastosowaniu śliczną buziuchnę. Ale znowu nie posłuchałam Svei i znowu okazało się, że ma rację - maseczka faktycznie spływa i jest WSZĘDZIE, jeśli się nie siedzi w wannie czy coś.

Zmodyfikowane mydełka w niewyszukanym niestety opakowaniu (wena się ajwyraźniej skończyła) zostały też prezentem, który się spodobał:)

DZIĘKUJĘ, SVEA! :*

środa, 23 września 2009

Kosmetyki na papierze

Macie jakieś doświadczenia z użyciem szeroko pojętych kosmetyków do wyżywania się na papierze? Wiele osób psika lakierem do włosów dla utrwalenia, ale co jeszcze? Moim zdaniem tyle dziwnych produktów wala się po dziewczyńskich kątach półek, że szkoda by było nie spróbować.

W kwestii papieru odpowiada mi forma ATC, stwierdziłam ostatnio. Ten ateciak jest w temacie "Pogoda". Mroźne zawijasy to po prostu klej Magic posypany przeterminowanym raczej mocno proszkiem typu "body glitter", dużo białych drobinek i mało fioletowych - może dwa razy użyłam - nieźle się wówczas uśmiałam sama z siebie. I tak sobie kilka lat stał. Myślę, że każda dziewczynka wie, o czym piszę.



Pierwsza wersja ateciaka podobała mi się bardziej, ale zaczęłam kombinować i dokleiłam kropki z magica, posypane tym razem zeskrobanym skalpelem cieniem do oczu z takiej taniej kasetki z wieloma kolorami dyskusyjnej jakości. Do oczu nadają się co najwyżej średnio, a do ATC jak najbardziej!



Potem zauważyłam, że zeskrobany proszek wygodnie nakłada się miękkim pędzlem do farbek. Można strzepnąć albo trochę przyplaskać...

Druga ATC o śledziu to głównie magic plus te cienie. Śledź jest z papieru toaletowego naklejonego na rolkę po papierze tym właśnie, bo eksperymentowałam z WC papierem pod wpływem pewnej amerykańskiej scraperki - to osobny temat:) "Śledź" jest naprawdę OK:)))))