poniedziałek, 6 października 2008

Literki w wielkim mieście

Zazwyczaj nie kupuję gotowych produktów do dekorowania, bo są dziwnie drogie i mam potem poczucie winy i wymyślam na co innego -lepszego, czyt. bardziej potrzebnego- mogłabym to przeznaczyć, a poza tym przyjemniej jest wykonać coś całkiem od początku z rzeczy które i tak ma się pod ręką, zmieniając fajnie ich przeznaczenie. (I nie to żebym była owładnięta ideą recyclingu, tak jest moim zdaniem ciekawiej i wyzwanie większe).

A tu przykład na moje ulegnięcie i zakup jednak, i to w USA, materiałów ze strony www.koshercreative.com. Dwa arkusze naklejkowych literek sfotografowanych w mieście. Planuję kiedyś powiększyć i używać jako plakatów (ta myśl łagodzi trochę wyrzuty sumienia, poza tym nie przesadzajmy - są naprawdę zarąbiste moim zdaniem...)




Oczywiście nabyłam parę innych ekstrawagancji, jak wstążkę drukowaną w macę:

W ogóle fajnie, tylko czemu tak daleko i shipping trzeba płacić...
I parę innych papierów mam, w celu zawieszenia jako plakat, jak będę mieć gdzie, czego sobie i wszystkim innym życzę.

4 komentarze:

Zacisze wyśnione... pisze...

Świetne te literki :-) W ogóle to dobry pomysł na zdjęcia - wędrówka uliczkami miasta w poszukiwaniu ciekawych graffiti albo po prostu numerów na domach.
Sama też robię czasem zakupy zagraniczne (etsy) i, gdyby nie ta przesyłka paskudnie droga, pewnie częściej i chętniej bym to robiła.
Pozdr., M.

Drycha pisze...

faktycznie litery świetne

Sara pisze...

...no tak; jeszcze może być wędrówka w poszukiwaniu fajnych okien, drzwi, bram, napisów i czego tam jeszcze, i nie tak trudno nawet wydrukować to potem na naklejkowym papierze po odpowiedniej obróbce... albo inaczej wykorzystać do swoich niecnych projektów

nicktośka pisze...

rzeczywiście świetne... no czasem trzeba się poddać zakupolizmowi :D bo to przyjemne jest, za wyjątkiem odchudzonego portfela :D